Wczesnym rankiem w Deville...
Każda z dziewczyn wstała skoro świt. Niestety każdej z nich coś dolegało.
Niki nadal czuła się poobijana, na kolanie miała trzy plastry i łokieć w siniakach.
Emma wykończona całodzienną pomocą Mamie w ogrodzie, mimo świetnej kondycji i wysportowania, miała okrutne zakwasy nie pozwalające jej na gwałtowne ruchy.
A Mela? Mela nadal wpędzała się w poczucie winy z powodu ostatnich zdarzeń.
Tak więc, siłą rzeczy, jeśli jedna z przyjaciółek ma cierpieć, to niech cierpią wszystkie trzy.
Nieco później w Deville...
Telefony Niki i Emmy zaczęły wibrować, gdy Amelia próbowała się do nich dodzwonić.
W końcu udało im się złapać wspólne połączenie.
- No nareszcie! - Powiedziała. - Ileż można laski?
- Hej! Byłam w łazience! - Pisnęła Niki.
- Cześć. Zanim się podniosłam, to trochę czasu upłynęło. - Zasmutała Emma.
Ktoś odchrząknął.
- Wiesz, że bardzo, ale to bardzo nie lubię, gdy ktoś smuta! - Powiedziała z udawaną zgrozą Amelia.
- Sory, sory. Ale ledwo co chodzę! Mam potworne zakwasy.
Dziewczyny zagwizdały.
- Współczujemy! - Powiedziały Amelia i Niki jednocześnie, ale obie zadziwił ten fakt.
- Dzięki.
- Zadzwoniłam do Was, bo chciałam się dowiedzieć czy się spotkamy w naszej knajpce, ale słyszę, po głosie Emmy... - Zaczęła Mela.
- Nie ma problemu. - Przerwała jej. - Z chęcią się tam z Wami wybiorę. O której?
- Może w południe, ok? - Zaproponowała Nicole.
- Idealnie.
Dziewczyny jeszcze zamieniły parę zdań, a potem rozłączyły się i zaczęły przygotowania do wyjścia...
Południe, centrum miasta...
Ostatnia na spotkanie dodarła Amelia, która nie potrafiła wyjść z domu bez uprzedniego przygotowania.
Jak, z resztą, jej przyjaciółki.
Dziewczyny miały swoją ulubioną kawiarenkę w mieście. Znajdowała się ona na rogu ulic "Charlotte Street" oraz "Green Street". Serwowali tam pyszne desery, ale były też ciepłe dania, czy fast-foody. I właśnie to ostatnie zamówiły.
- Trzy razy frytki, tak dziewczynki? - Zapytała je bardzo miła pani Nicely będąca właścicielką lokalu.
- Tak. Dziękujemy bardzo. - Odrzekły z uśmiechem.
Przyjaciółki poszły usiąść przy stoliku obok okna.
- Cholera...
Ale szybko przeniosły się pod ścianę, bo za oknem pojawiła się grupka złożona z pięciu chłopaków, która zaczęła się na nie gapić, choć Mela i Niki stwierdziły, że to raczej na Emmę, niż na nie.
- Jesteś ZBYT śliczna. Twoje miejsce jest wśród modelek i modelów, a nie wśród takiego plebsu, jak my, nie Amela?
- Oj! Przestańcie. - Poirytowana Emma rzuciła w nie zmiętą chusteczką.
- Oczywiście, że tak Niki. Zobacz weszli tu... Gapią się na nią. - Mela położyła głowę na blacie stolika, a Niki udawała, że wypłakuje się w ramie przyjaciółce. Ale za chwilę podniosła głowę.
- Laski, wy tak rozpaczacie, a to ja siedzę do nich tyłem...
Amelia podniosła głowę.
- A no właśnie! Niki! Wyprostuj się.
Niki wykonała polecenie przyjaciółki.
Grupka usiadła przy stoliku obok dziewczyn.
Oczywiście zaczęli wlepiać w nie gały.
Co im się dziwić?
- Dobra starczy tego! Głowa mnie boli! Możecie ruszyć tyłki i stąd zjeżdżać? - Warknęła poirytowana Amelia.
Zmieszana grupka przystojniaków nie ruszyła się z miejsca, ale już nikt z nich nie miał na tyle odwagi, by w ich stronę spojrzeć.
- No! - Zadowolona Amelia napotkała zdziwione miny swoich towarzyszek. - Co? O co Wam chodzi?
- Kogo, jak kogo, ale chyba naszą Marinę to pogięło! - Niki wybałuszyła na nią oczy.
Emma tylko westchnęła.
- Zacznijmy lepiej brać od niej przykład. Ale na poważnie... Coś się stało? Jakoś dziwnie się zachowujesz. - Skinieniem głowy wskazała na stolik chłopaków. - Spójrz tam. Same ciacha!
Amelia rzuciła krótkie spojrzenie w ich stronę i tylko wzruszyła ramionami.
Dziewczyny od razu wyczuły, że coś jest nie tak i pochyliły się w stronę przyjaciółki.
- Mela, czy coś poważnego się wydarzyło, czy gorszy dzień? - Zapytała Niki z powagą.
- Nic się nie stało! Po prostu mam już dość dziczy, biegającej za nami, bo "O! Trzy! Fajne! Dupy!" - Powiedziała to tak głośno, że siedzący najbliżej nich blondyn spojrzał się przepraszająco.
- Melka, spokojnie! - Emmę rozbawiło zachowanie przyjaciółki. - Dobrze. Dobrze to teraz mów co się stało...
Amela wzruszyła ramionami.
- Dobrze wiemy, że coś jest nie tak oraz że to spotkanie nie odbywa się tylko i wyłącznie w sprawach towarzyskich, co o tu siedzący potwierdzą. - Niki objęła przyjaciółkę ramieniem.
- Marinko...
Amelia w końcu nie wytrzymała.
- Wczoraj mój pies prawie przepadł na zawsze, więc, jak mam mieć ochotę na cokolwiek po tym wszystkim. - Powiedziała ze smutkiem.
Dziewczyny od razu zareagowały.
- Hesterek?
- Niemożliwie... Naprawdę?
Mela pokiwała głową na znak, że nie żartuje.
- I jak udało Ci się go uratować?
Mela na samo wspomnienie wzdrygnęła się.
- Zniknął mi z oczu. A potem wpadłam na chłopaka, który złapał Hestera. Wszystko.
Dziewczyny spojrzały się na siebie porozumiewawczo.
- Ach, czyli stąd ten humorek.
- Spodobał Ci się, nie?
Amelia, aż podskoczyła.
Akurat do stolika dodarły ich frytki.
- Proszę bardzo, dziewczynki, smacznego. - Pani Nicely postawiła przed nimi trzy półmiski.
- Dziękujemy! - Powiedziały wszystkie trzy jednocześnie.
Kobieta uśmiechnęła się i wróciła do swojej pracy.
- Oszalałyście?! - Mela pochyliła się nad stolikiem. Zaczęła szeptać. - Jest mi głupio, bo uderzyłam go, co prawda niechcący, ale zawsze, poryczałam się przed nim, a potem tak bez pożegnania uciekłam. - Amelia wzięła złocistą frytkę, zamoczyła ją w keczupie i zjadła. - Masakra.
- Kurde. To rzeczywiście kwas... Ale mi w sumie, właśnie wczoraj, zdarzyło się coś podobnego! - Niki spojrzała na przyjaciółki i zaczęła się śmiać. - Jadąc rowerem wpadłam na chłopaka w czarnych Nike i koszulce "I <3 Japan", który okazał się być moim nowym sąsiadem. Ale najgorsze jest to, że niósł on akurat pudło z bielizną i jego zielone majty wylądowały mi na głowie.
Przyjaciółki wybuchnęły śmiechem.
- W dodatku ma on na imię Matt! - Pisnęła Niki, która miała łzy w oczach ze śmiechu.
- Czekaj, jak ten Matt? Matthew Pitchfook? - Zapytała ją Amelia.
- Taaak! - Przytaknęła Nicole.
Dziewczyny znowu dostały napadu śmiechu, a Emma czkawki.
- I co, jak się skończyło?
Niki nie mogła przestać się śmiać.
- Chce, żeby mu pokazać okolicę.
- Weź mnie ze sobą, to pokażę mu najbardziej irytujące koty w parku, jakie istnieją, albo zaprezentuję, jak prawidłowo, na kogoś wpaść, tak żeby bardzo bolało. - Zaproponowała Mela.
- Dobry pomysł. Zapamiętam. - Niki udała, że zapisuje to sobie na kartce.
- Emma, a jak u Ciebie? Też dziwne sytuacje?
Emma westchnęła ciężko.
- Oj, tak. Niestety również.
- Zaproponowali Ci staż u Prady, zgadłam? Albo sesja w Vogue? - Zapytała Amelia.
- Nieeeee. Mamy nowego w grupie. Chodził z nami do klasy, Mela.
Amelia chwilę nad tym myślała.
- Czekaj, czekaj... Chodzi ci może o Raph'a Storm'a lub Patrick'a Creamery? Albo Mike'a Chives'a?
Emma zaśmiała się.
- Absolutnie żaden z nich! Wszyscy ledwo żyją i ciągle zarywają weekendy i szkołę. Nawet nie wiem czy zdadzą! No, tylko, że teraz są wakacje. Nasza renomowana szkoła tańca nie przepuściła by ich przez próg. Kombinuj, kombinuj...
Mela nie miała pojęcia o kogo jej chodzi.
- Zdziwisz się, jak Ci powiem.
- Dawaj...
- Eric Bright!
Amela i Niki jednocześnie wybałuszyły oczy, bo obie nie miały pojęcia o kogo mogło jej chodzić.
- No co wy? Chociaż ja też go nie skojarzyłam.
- A taki ktoś w ogóle istnieje?
Emma podrapała się po brodzie.
- Rudy, słodki, piegusek. Wysoki, ciemnooki i świetnie zbudowany... - Emma udała rozmarzoną. - Ale spokojnie. Traktuję to, tylko i wyłącznie, jako czystą formalność.
- O, ta, ta. Dlaczego tak oficjalnie, Em? Faktycznie, jak sobie o nim pomyślę, to... - Niki ponętnie oblizała usta, a potem frytka wylądowała na jej dekolcie.
Śmiechy chłopaków obok, obserwujących, jak Nicole, piszcząc wyjmuje tłustą frytę ze stanika tym razem zupełnie nie zrobiły najmniejszego wrażenia na Amelii, która w dalszym ciągu nie była w stanie wyjść z szoku.
W końcu krzyknęła.
- CO?! Eric?
Emma i Niki przerwały bitwę.
- No właśnie. Czułam się dokładnie tak samo, jak ty! - Emma położyła dłoń na ramieniu przyjaciółki. - Tym bardziej, że teraz będziemy razem tańczyć, to już w ogóle obłęd.
Amela pokiwała głową.
- Strasznie krótko był z nami...
- Miesiąc przed wakacjami wyjechał do NY na naukę tańca. Opłaciło mu się, bo teraz jest mistrzem kraju w tańcu nowoczesnym... Podziw dla kolesia.
- Mistrzem. - Melka i Niki powtórzyły, jak mantrę.
Kilka sekund przesiedziały w milczeniu jedynie chrupiąc smaczne frytki.
- Jakoś... No, czy to nie jest dziwne? - Zapytała Amela gładząc serwetkę na stoliku.
- Jak dla mnie bardzo... - Niki uśmiechnęła się na samo wspomnienia Matt'a i jego koszulki. Ale zaraz skrzywiła, bo ktoś usiadł przy barku. W biodrówkach. - No, nie te majty mnie śledzą!
Dziewczyny zaczęły się śmiać.
- To co robimy? - Zapytała Niki.
- Z czym? - Amela zmarszczyła czoło.
- No... Bo... Cały czas mi chodzi po głowie!
Przyjaciółki od razu wiedziały o kogo chodzi.
- Niki przestań, to, że miał koszulkę "I <3 Japan" nie znaczy, że masz za niego wychodzić za mąż! - Powiedziała Emma.
Niki zrobiła smutną minkę.
- Ale... Nie jest Japończykiem... Więc chyba mogę.
Amelia dała jej kuksańca w bok.
- A ty Emmo? Przecież z Eric'em stworzylibyście "zgrany" duet! Bylibyście zespołem tanecznym na własnym weselu...
Emma przewróciła oczami.
- Ale to fakt! - Poparła Nicolę, Amelia.
- A co z Tobą? - Emma skrzyżowała ramiona na piersi.
- Co? Co ze mną? Przecież ja nawet nie wiem, jak O N ma na imię!
- HA! Wydało się!
Amelia pacnęła się dłonią w twarz i wstała.
- Dobra nie gadam z Wami.
Niki pociągnęła przyjaciółkę za przedramię, a ta łupnęła na siedzenie.
- To był żart! Melciu. Ale, jak chcesz to...
- Możemy uciąć temat? - Amelia była tym zmęczona.
Dziewczyny wykonały gest zamykania ust na kłódkę, a potem widząc zadowoloną minę Meli, Niki uścisnęła ją radośnie.
- Wiesz, że Cię kochamy!
- Z wzajemnością. - Amelia odwzajemniła uścisk.
- Ale powinnaś go poszukać... - Emma powiedziała to ze szczerością. Zachowanie przyjaciółki umocniło ją w tej myśli.
Amelia spojrzała na nią spode łba.
- Ciekawe jak. Może znowu wezmę psa do parku...
Niki pstryknęła.
- To jest to! Weź go! Może sam Cię rozpozna!
- NIEEEEEEEEE... Proszę. To się nie uda. Zapomnijmy.
Emma i Niki spojrzały na siebie, a potem na nią.
- Przecież my zawsze przez wszystkie problemy przechodzimy razem i doprowadzamy je do końca, więc...
- Możesz na nas liczyć.
Amelia uśmiechnęła się.
Kiedy półmiski zostały opróżnione, brzuchy napełnione, rzeczy pozbierane, dziewczyny poszły pożegnać się z panią Nicely i zapłacić. Kiedy wychodziły z kawiarenki wokół było słychać jedynie szepty... Zachwytu.
- Oczywiście nie mogło obyć się bez tego. - Amelia narzekając poprawiła torbę na ramieniu. - Czy to się kiedyś skończy?
Zabrzmiało to trochę, jak pytanie retoryczne.
- Naprawdę, aż tak Ci to przeszkadza?
- Taaak!
- A nie powinno. - Emma objęła przyjaciółkę ramieniem. - Jesteśmy piękne, a co najważniejsze takie też się czujemy. Już nie pamiętasz, jak ciężko pracowałyśmy na to, by wyglądać, tak jak wyglądamy teraz? I ile to od nas wymagało wyrzeczeń? Powinnyśmy być z siebie dumne i chodzić z wysoko uniesioną głową!
Niki również przytuliła Amelię.
- Emma ma w 100% rację, Meluś. - Nicole zerknęła na swój brzuch. - Ale czas na siłownię...
Dziewczyny wybuchnęły śmiechem, a potem, objęte ramionami, w uścisku ruszyły przed siebie.
Podziwiały kolorowe wystawy w sklepach, wszystko komentując. Zadziwiało je piękno prac artystów ulicznych (a w szczególności Amelię), nie wspominając o fasadach budynków, które co rusz, były malowane czy odnawiane.
Dziewczyny, jak zawsze będąc w swoim towarzystwie świetnie się czuły, śmiały się, a każdą z ich twarzy rozjaśniał promienny uśmiech.
W tamtym momencie żadnej z nich nie chodził po głowie chłopak. Kompletnie zapomniały o swoich problemach - tak dobrze było im razem.
A filarem ich przyjaźni było właśnie to, że żaden głupi problemik, czy gorszy moment nie miał takiej siły by zaważyć na ich relacjach. Będąc razem mogły bez problemu swe błędy naprawiać.
Żadna ze złych myśli nie zaprzątała ich umysłów.
Każda z nich jednak, pomyślała o tym samym...
"Spotkało mnie wielkie szczęście, a raczej błogosławieństwo, że je mam..."
Najlepsze przyjaciółki?
Coś więcej.
Siostrzane pokrewieństwo!











