Późnym rankiem, gdzieś w centrum miasta...
- Cztery, raz, dwa, trzy. Cztery, raz, dwa, trzy. Cooper? Co TY wyprawiasz?! Stop. Stop! Zatrzymać muzykę! - Chłodny głos nauczycielki tańca przeszył lustrzaną salę na wskroś. Nie wspominając o uczestnikach i uczestniczkach. - Dlaczego ty nie możesz tego pojąć?! CZTERY RAZ DWA I TRZY!!!
Cooper tj. Chris Cooper był jednym z początkujących w Red Fitness Club of Deville. Szło mu całkiem nieźle, ale miał problem ze złapaniem rytmu, szczególnie jeśli chodzi o rumbę w rytmie cubana. Ale nie był jedynym wyjątkiem. Wiele osób miało z tym problem, a w dodatku ten taniec jest tańcem towarzyskim.
Chyba tylko jedyna para nie miała z tym problemu. Ale oni, a mianowicie Emma Rosanne oraz James Stewart, byli absolutnie najlepsi. Najlepsi z całej 52 osobowej grupy tancerzy. Zarówno zaawansowanych, jak i początkujących.
- Stewart i Rosanne, pokażcie wszystkim, jak to ma wyglądać. - Kolor twarzy kobiety powoli przybierał purpurowy odcień. - Nie mam już siły.
James uśmiechnął się, pewien swoich możliwości, wziął Emmę za rękę i pociągnął za sobą na parkiet. Gdy tylko rozbrzmiały pierwsze takty latynoskiej muzyki, para zaczęła poruszać biodrami do rytmu i kołysać dosłownie każdą częścią swojego ciała. Oboje poruszali się z gracją, ale szczególny podziw należał się Emmie, która wszystkie obroty, skłony i tupnięcia musiała wykonywać będąc w szpilkach.
Kiedy układ dobiegł końca, tancerze z dumą skłonili się reszcie, a na sali rozbrzmiały wiwaty i oklaski. Biedny Cooper. Jego szczęka, zamiast ciała, wylądowała na parkiecie. Ale nie w dosłownym sensie.
- Bravo! Bravo! Jestem z Was dumna! - Zawyła nauczycielka ocierając twarz chusteczką. - 10 minut przerwy, a potem taniec nowoczesny!
Z ust wszystkich na sali wydobyło się jedno, wielkie westchnienie ulgi.
- To było piękne, Emmo! - Koleżanki z grupy podbiegły, by jej pogratulować. Zawsze to ona była obiektem, który wszyscy podziwiali.
- Dziękuję Wam, ale to nic takiego. - Powiedziała Emma z uśmiechem. Nawet po godzinie intensywnych ćwiczeń wyglądała perfekcyjnie. - A teraz jeśli pozwolicie, pójdę się schłodzić?
Wszystkie z szeroko otwartymi oczami energicznie pokiwały głowami.
Emma lekko się skłoniła i tanecznym krokiem udała się w stronę swojej torby.
Za sobą słyszała szepty zachwyconych dziewczyn, po drodze napotkała uśmiechy wysportowanych kolegów, ale nic ją to nie obchodziło, po traktowała to wszystko, jako zwykłą uprzejmość.
Otworzyła torbę, by wyjąć z niej wygodne shorty i sportowy stanik, bo już dość miała białego body i króciutkiej, falującej z najmniejszym ruchem spódnicy. Ach i szpilek przede wszystkim. Kiedy wyciągnęła butelkę wody, na krześle obok pojawił się James, jak zwykle uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Świetnie nam poszło, nie sądzisz? - Zapytał, nadal dysząc po wysiłku.
- Tak. Ale musimy popracować nad obrotami.
James otaksował Emmę począwszy od szpilek po wysoko upiętego koka na czubku głowy, a potem zatrzymał spojrzenie na spódniczce.
- Za bardzo mnie rozpraszasz.
Emma zmarszczyła brwi i dotknęła opuszkiem palca jego idealnie wyrzeźbionego torsu.
- Kto tu kogo rozprasza, co? Ja też nie mam łatwo.
Zaśmiał się.
- Ale może spróbowałabyś tańczyć w skafandrze co?
- Póki co nie mam tego w planach, a teraz wybacz, muszę iść się przebrać. - Emma rzuciła mu butelkę wody, a widząc jego minę, przewróciła oczami (a tę umiejętność szybko zdobyła od swojej przyjaciółki - Mariny) i poszła do łazienki zmienić ciuchy. Oczywiście zapomniała wziąć ze sobą trampek, dlatego drogę powrotną przebyła na boska, niczym Wojciech Cejrowski.
Gdy weszła na salę, mimo, że widziała ją już przecież tyle razy to znów uderzył ją jej przepych - cała obita była w aksamitny, ciemny materiał, na którym wisiały ogromne lustra, a całości dopełniał wielki kryształowy żyrandol. Najlepszy był parkiet. Antypoślizgowy, a jednocześnie idealny do breakdance'a. Nikt nie wiedział co to za wynalazek, ale wszyscy byli nim zachwyceni!
To miejsce spełniało również funkcję sali baletowej czy domu weselnego, ale rankami było wolne i zarezerwowane, specjalnie dla tancerzy lub kółka fotograficznego oraz artystów - Amelia też korzystała z tej sali, ale w innym czasie, niż Emma.
- Emmo! Emmo, pozwól, na chwilę! - Nauczycielka gestykulując przywoływała swoją najlepszą uczennicę.
Emma w kilku podskokach znalazła się obok niej.
- Tak słucham. Zwarta i gotowa.
Profesor siedziała na krześle i przeglądała płyty z muzyką.
Zawsze tak było. Ona zupełnie nie znała współczesnych artystów, a wstyd było jej się do tego przyznać, więc grała. Zawsze prosiła o wybór Emmę, pod pretekstem, że to właśnie Emma zna się najlepiej na wyborze adekwatnej do tańca muzyki.
- Tym razem możemy zatańczyć do jakiegoś miksu Madonny. Co pani na to?
Nauczycielka podrapała się po głowie.
- Nie kojarzę utworu "Jakiś MIX" Madonny, ale brzmi nieźle.
Emma z trudem powstrzymała śmiech.
- To nie o to chodzi. Niech pani mi to da.
Emma z naręczem płyt pobiegła do Peter'a, który zajmował się muzyką.
Profesor wstała i zaczęła klaskać.
- Proszę się ustawić.
Wszyscy powoli się zbierali. Kiedy muzyka ruszyła stojąca na samym początku Emma, razem z James'em prowadziła układ do tańca nowoczesnego. Szło jej bardzo dobrze. Dużo lepiej niż z rumbą, bo ten uwielbiała i mogła go bez końca ćwiczyć, natomiast rumba, była bardziej męcząca i nie można było w niej, tak dobrze wykazać siebie i swoich umiejętności. W połowie układu dziewczyna zaczęła szukać nauczycielki, patrząc w lustra. Przeważnie stała ona na przodzie i zwracała uwagę, jak coś szło źle, czy chwaliła, gdy dobrze im szło, a teraz nie było jej z nimi, tylko... No właśnie. Gdzie ona była?
Emma w końcu zauważyła, że profesor stoi przy wyjściu i z kimś rozmawia. Spokojnie. To do niej niepodobne.
Emma skupiła się bardziej na tańcu, bo nieco wypadła z rytmu, co zauważyły koleżanki i też zwolniły.
James także.
Jak oni ją czasami wkurzali. Przeprosiła ich bezgłośnie i wrócili do normalnego rytmu.
Kiedy piosenka dobiegła końca James doskoczył do Emmy i podrzucił ją do góry.
- Co ty wyprawiasz?! - Krzyknęła przerażona Emma.
Ale on tylko wystawił jej język i pobiegł do kolegów.
- Okeeej. - Powiedziała, nie bardzo wiedząc co to miało znaczyć. Ale była do tego przyzwyczajona. Po prostu był szczęśliwy.
- Proszę o chwilę uwagi. - To był głos nauczycielki.
- Świetnie. - Emma zauważyła rozwiązanego trampka. Schyliła się, żeby to naprawić, a nauczycielka mówiła dalej.
- Mam dla Was wielką niespodziankę! - Mówiła wskazując na drzwi. - Oto jest mistrz kraju w tańcu nowoczesnym! Eric Bright!
Chłopak, był lekko zmieszany, ale z uśmiechem wszedł na salę i przywitał się.
- Hej wszystkim. Tak, jak pani profesor powiedziała, nazywam się Eric i od przyszłego tygodnia będę uczestniczył z Wami na zajęciach. Mam nadzieję, że uda mi się tu jeszcze bardziej rozwinąć swoje umiejętności. Będę Wam wdzięczny, jeśli zechcecie przyjąć mnie do swojej społeczności, a przede wszystkim pani Profesor Wayne, za to, że weźmie mnie pod swoje skrzydła.
Rozentuzjazmowane dziewczyny zaczęły klaskać i piszczeć, chłopaki tylko kiwali głowami widząc w nim bardziej rywala, niż kumpla.
- A najlepsze jest to, że... - Zaczęła Wayne - Eric od następnej lekcji będzie partnerem Emmy!
Wszyscy odwrócili się w stronę dziewczyny, mając zmieszane miny. Siedziała na parkiecie, próbując uporać się ze sznurówkami.
- Juuuhuu! - Wydała z siebie fałszywy okrzyk radości, ale chwilę potem już zapomniała, że niedługo będzie tańczyć z MISTRZEM. - Głupie sznurówki!
Rozbawiła tym wszystkich z jednym wyjątkiem.
- JAK TO?! JA SIĘ NIE ZGADZAM - Warknął rozdrażniony James. - Emma jest ze mną i nie mam zamiaru zmieniać partnerki! Poza tym pani profesor będzie nas nieparzyście! - Wyskoczył z tłumu i stanął przed Wayne i Eric'em.
- Młody człowieku, proszę o spokój. Wiem, że jest Ci to trudno zaakceptować, ale taka jest moja decyzja. Od dziś przydzielam Ci Natashe Wembley. Ona też jest świetną tancerką.
James zacisnął pięści i i napiął mięśnie. Wyglądał, jak rozjuszony byk.
- Może lepiej pani Profesor, jeśli to ja będę tańczył z Natashą. - Wtrącił Eric.
Wayne podniosła dłoń w ostatecznym geście.
- Taka jest moja decyzja.
- Ale ja się nie zgadzam! - Krzyknął James.
- Nie masz tu nic do gadania! - Wayne znowu zaczęła robić się różowa na twarzy.
- Ach tak! Chcę pojedynku rudasku. - James popchnął Erica tak mocno, że ten zatoczył się i prawie upadł na ziemię.
Emma wstała zaniepokojona. Wcale jej się to nie podobało.
- James, proszę Cię. - Wayne wymierzyła mu palec przed twarz. - MASZ SIĘ ODNOSIĆ DO ERICA Z SZACUNKIEM, ZROZUMIANO?!!!
James prychnął.
- To, że jest jakimś tam mistrzem - Okej, niech sobie nim będzie. Ale niech nie uważa, że jest najlepszy. Gburów i buraków nam tu nie trzeba.
- Więc żegnaj James! - Krzyknęła pani Profesor.
Emma zakryła dłonią usta.
Eric podszedł do Jamesa.
- Dobra. Leć na parkiet, zazdrosny palancie. Zobaczymy, kto wygra.
Mimo próśb Emmy i krzyków Wayne, James i Eric zaczęli się przepychać i nastąpiła nerwowa atmosfera. Peter włączył muzykę ze Step Up'a, a oni od razu wczuli się w rytm. Każdy prezentował mniej lub bardziej wulgarne ruchy, ale wszystkim się to podobało i doping na sali był ogromny! Tylko Emma przyglądała się temu z niedowierzaniem i złością. Tak, jak przypuszczała Eric okazał się lepszym tancerzem. Poruszał się z gracją i znał więcej ruchów, ale James mu dorównywał. Choć widać było po nim, że dosięga go desperacja.
Emma dalej nie mogła pojąć, co wstąpiło w Jamesa. Czysta zazdrość? Lub może wjechanie na ambicje? Poczuł się gorszy?
Pewnie jedno z tych. Emma kręciła głową z niedowierzaniem.
Jej też świetnie tańczyło się z James'em i tworzyli bardzo zgrany duet odkąd pamięta. A teraz? Wszystko przepadnie! W pewnym sensie. Emma miała tylko nadzieję, że Wayne nie wyrzuci go z grupy, bo tego by nie przeżył.
Ostatecznie rozległy się wiwaty, James był wycieńczony, upocony, a Eric miał lekko przyśpieszony oddech nic poza tym.
Podszedł do Jamesa, położył mu rękę na ramieniu, by mu pogratulować, ale ten ją odepchnął i coś warknął pod nosem.
- Jaki jest ostateczny wynik? - Zapytała Profesor.
Na sali zapadła grobowa cisza.
Nikt nie chciał nic mówić.
- Skoro tak, nie zmieniam zdania. - Zarządziła i odwróciła się, po czym dodała. - Daję Ci szansę na akceptację. Plus możesz sam wybrać partnerkę.
Emma nie wytrzymała i podbiegła do zziajanego Jamesa w oczach którego tańczyły iskierki bólu.
- Nie zmarnuj tego. Dla mnie jesteś najlepszy. Słowo. Ja też w to nie wierzę, ale spróbujmy przez to przejść, razem, dobra? - Wyszeptała mu, obejmując go ramieniem. - I gratuluję odwagi.
James przez chwilę wahał się, a potem uściskał przyjaźnie Emmę i wyprostował się.
- Zostaję.
Kumple Jamesa i większość dziewczyn podbiegli by wziąć go na ręce i podrzucić - tacy byli szczęśliwi!
Ale co im się dziwić? James to świetny, narwany, ale świetny tancerz i facet.
Emma uśmiechnęła się, gdy zaczął krzyczeć "Dziękuję" i "Normalnie Cię Kocham", a potem podeszła do Profesor, która oddaliła się w kąt.
- Emmo, przepraszam. Jeśli nie akceptujesz mojej decyzji, możesz ją zmienić. Daję Ci czas do namysłu.
Emma zapomniała języka w gębie i odwróciła się, by spojrzeć na szalejący tłum i Erica stojącego nieopodal z kilkoma dziewczynami i przyglądającemu się zajściu z uśmiechem.
Jak dla Emmy to on był zbyt wyluzowany i uśmiechnięty.
Wydawał się strasznie miły.
- Dobrze. Jeszcze pomyślę. Czy mogę urwać się wcześniej z zajęć?
Wayne spojrzała na zegarek.
- Dobrze.
Emma pobiegła po rzeczy.
- Dziękuję! - Rzuciła na do widzenia i szybko wybiegła z budynku.
Gdy uderzył ją zapach świeżego powietrza (względnie świeżego, bo wokół mnóstwo pojazdów) nieco ochłonęła. Wyjęła z torby telefon i słuchawki, nastawiła na ulubioną playlistę i ruszyła przed siebie. Akurat, gdy mijała Starbucks'a, a ze słuchawek leciała melodia jednej z piosenek Ed'a Sheeran'a poczuła czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciła się i jej zaskoczenie było wielkie.
Eric.
- Hej! Czemu już uciekłaś? Coś się stało?
Emma pomyślała sobie, że jego pytanie nie było na miejscu, ale odpowiedziała tylko:
- Nadmiar wrażeń.
Eric przytaknął.
- Przepraszam, nie miałem pojęcia, że to wszystko się tak ułoży. Przepraszam.
- Przecież nie masz za co przepraszać! - "Choć w zasadzie to Twoja wina" dodała w myślach. - Słuchaj, muszę już iść, więc...
Eric zrobił zawiedzioną minę.
- A nie dasz się zaprosić na wspólną kawę co? - Skiną głową w kierunku Starbucks'a.
Emma zastanawiała się przez chwilę, w końcu mówiąc.
- Z wielką chęcią, ale jest mi trochę chłodno. - Nie był to upalny dzień, a ona z tego wszystkiego nadal miała na sobie tylko ten sportowy stanik...
- Nie ma problemu! - Eric sięgnął do torby i wyciągnął z niej białą koszulkę w serek. - Proszę bardzo.
Emma przypatrywała się temu z uśmiechem.
- Mogę? Serio?
Chłopak wzruszył ramionami.
- Jasne!
- Okej. Chodźmy.
- Okej. Chodźmy.
Przepuścił Emmę przodem i razem weszli do kafejki. Zajęli stolik przy oknie, Emma rozkoszowała się zapachem koszulki (mmm, prosto z prania i te perfumy...), a Eric poszedł zamówić im kawę.
Dopiero teraz Emma odczuła ulgę i mogła posklejać myśli. Co to za dzień? Jakoś to wszystko wydawało jej się dziwactwem!
Będzie partnerką mistrza #1 w kraju! Ale zaraz, zaraz... Emma miała wrażenie, że gdzieś już go widziała... Wysoki, umięśniony, rudowłosy ze słodkimi, delikatnymi piegami na ciele i twarzy... Niemożliwie. To nie mógłby być on!
Kiedy tylko wrócił z dwoma parującymi kubkami z kawą Emma od razu wypaliła:
- Eric? Eric Bright?
Chłopak usiadł naprzeciw zdezorientowany.
- Yeah. That's me, babe.
Emma zaśmiała się.
- Głupie pytanie, ale czy myśmy się już wcześniej widzieli?
Eric nie przestawał się uśmiechać.
- Zdecydowanie tak. Nie pamiętasz mnie?
Emma chwilę główkowała.
- Nie. Poddaję się.
Eric przeczesał idealną fryzurę palcami.
- Chodziliśmy razem...
Emma zakrztusiła się kawą.
- Do klasy... - Dokończył ze śmiechem.
Emma zaczęła się z tego śmiać i szybko wytarła twarz chusteczką.
- Boże, przepraszam, głupio to zabrzmiało.
Eric też się śmiał. Emma zauważyła, że na pierwszy rzut oka jego oczy są ciemne, a gdy się mu przyjrzeć mają czekoladowy odcień z drobinkami złota.
- Serio? Poczekaj... Ach, tak! Zapomniałam! Ale byłeś u nas dwa tygodnie, a ostatni miesiąc przed końcem roku, gdzie Cię poniosło?
- Wyjechałem do NY na naukę tańca nowoczesnego z prywatnym nauczycielem przed zawodami, które wygrałem, ale to już wiesz. - Pociągnął łyk kawy i zaczął bawić się kubkiem. Był bardzo wyluzowany i w ogóle nie chełpił się sukcesem co pochlebiało Emmie.
- Wiesz, chciałem być, jak najlepiej przygotowany i jak najbardziej anonimowy. A ta szkoła tańca, którą wybrałem miała światową renomę.
Emma nadal była tym zszokowana. Udało mu się. Jak ona mogła tego nie zauważyć?
- No tak, NY to nie przelewki - Puściła do niego oczko.
- Ale wróciłem tu, bo to tutaj sprowadziliśmy się z rodzicami i trochę się już za Deville i znajomymi stęskniłem...
Spojrzał na Emmę niedwuznacznym wzrokiem.
- Fajnie, że jesteś. I jeszcze raz bardzo Ci gratuluję, Eric. Głupio mi, że strzeliłam taką gafę.
Eric uśmiechnął się.
- Daj spokój. Ale teraz nie dam Ci spokoju na parkiecie.
- A jeśli o to chodzi... - Zaczęła Emma, ale usłyszała dzwonek swojego telefonu i zorientowała się, że obiecała po powrocie pomóc Mamie. Ale oczywiście miała sto innych spraw na głowie.
- Słuchaj, przepraszam, ale Mama...
- OK. Leć.
Oboje wstali, a Emma spojrzała na koszulkę.
- Weź ją. Oddasz mi ją za tydzień.
- Dziękuję.
Dała mu całusa na pożegnanie i nie oglądając się na jego reakcję, wybiegła ze Starbucks'a i pobiegła po taksówkę...
Nadal czuła się mega skonsternowana, ale szczęśliwa.
Nadal czuła się mega skonsternowana, ale szczęśliwa.


Co do ostatniej linijki - też się czułam szczęśliwa jak to czytałam :D
OdpowiedzUsuńEmma chodzi z Jamesem czy to tylko flirt albo przyjaźń?
Eric jest słodki <3
Kocham ten rozdział <3 :D
Dziękuję <3
UsuńNie wiem, jak nazwać to uczucie... Znają się odkąd zaczęli razem ćwiczyć, zawsze byli razem, ale dla Emmy była to tylko i wyłącznie przyjaźń. Natomiast on udowodnił swoją zazdrością, że traktuje Emmę, jako kogoś bardziej bliskiego niż jedynie przyjaciółka.
Na szczęście to działa tylko w jedną stronę, bo Emma ma serdecznie dość śliniących się do niej przystojniaków, ale James nie należy do kategorii "śliniących".
To świetny przyjaciel :D
Cieszę się, że Ci się rozdział spodobał :* Matko, ale się rozpisałam! ...
Świetny Świetny Świetny rozdział Nani!!! :D
OdpowiedzUsuńIm bardziej zagłębiam się w tego bloga, tym bardziej nie mogę się doczekać co będzie dalej! :)
Nie wiem co powiedzieć, ale jeszcze raz: Masz naprawdę świetny, ciekawy i profesjonalny styl pisania! :D
Czuję się jakbym czytała książkę jakiej sławnej pisarki :D
Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału!
Twoja Gemini :*
P.S. Muzyka dobrana super! Aż się milej czyta :D
O matko! Dziękuję za te wszystkie ciepłe słowa :*
UsuńNie wiem co mi się stało, ale zrobiłam porządek w swoich rzeczach i pokoju i to może dlatego przez niego płynie taka dobra energia, która daje mi wenę? :D
W każdym razie następny dla Ciebie, mam nadzieję, że się spodoba ;)
Muzyka robi swoje ^^ <3